Pierwszy morski test Perły

18 lipca Perła z jednoosobową załogą w mojej osobie, stawiła się na starcie najdłuższego morskiego wyścigu w Polsce. Regaty Sailbook Cup były dla mnie i dla Perły idealnym sprawdzianem naszych umiejętności samodzielnego pływania po Bałtyku. Prawie 600 mil na naszym kapryśnym morzu gwarantowało wręcz spotkanie na trasie różnych warunków pogodowych. W sobotę, równo o 1200, 38 jachtów stawiło się na linii startu. Perła nie jest regatowym jachtem, jest raczej małym czołgiem morskim, dlatego już od startu regaty potraktowałem jak test łódki, pierwszy prawdziwy rejs morski. Do tej pory pływałem jedynie na Zatoce Gdańskiej. Bałtyk okazał się dla nas łaskawy i w obu etapach regat zaserwował nam prawie każdą pogodę. Oprócz mgły, mogliśmy się sprawdzić w wiatrach od zupełnej ciszy po 8 w skali Beauforta. Od pięknego słońca po intensywny deszcz i burze. Jak zwykle do tej pory na moich rejsach i tym razem towarzyszyły mi ubrania firmy Henri Lloyd. Sprawdziły się po raz kolejny bez względu na warunki pogodowe.

Jak się sprawdziła Perła? O dziwo nie mogę się doszukać minusów. Łódka bardzo dobrze pracuje na fali i dzięki temu niezależnie od pogody mogłem przez 7 dni żyć na jej pokładzie bardzo komfortowo. Perła przepłynęła w swoim pierwszym, dziewiczym rejsie morskim, 586 mil ze średnią prędkością 4,09 węzła.

Prędkość nieoszałamiająca, ale biorąc pod uwagę tak różne warunki pogodowe, optymistycznie patrzę na mój rejs dookoła. W końcu do moich obliczeń, podczas dużej pętli, przyjmuję średnią prędkość 2,9 węzła.

Gdyby udało się utrzymać taką średnią potrzebuję niecałego roku na okrążenie globu. Rok non stop na wodzie to nie lada wyzwanie dla sztormiaka, więc trzeba korzystać z doświadczeń innych żeglarzy. W końcu już Sir Robin Knox Jonhston wiedział że Henri Lloyd to marka której można zaufać :)

Pozdrowienia
Bartek Czarciński