Historia Firmy

Henryk Strzelecki to legenda żeglarstwa. Z pochodzenia Polak z wyboru Brytyjczyk. To on wymyślił nowoczesne ubrania dla żeglarzy sprawdzające się w najtrudniejszych warunkach. Dzięki pasji, pracowitości i niegasnącemu uśmiechowi stworzył markę rozpoznawaną na całym świecie. Od prawie pół wieku po jego produkty sięgają najlepsi. 

Nazwa Henri Lloyd jest znana prawie każdemu żeglarzowi, ale wciąż niewiele osób wie, że ten Henri to Polak – Henryk Strzelecki, a cała historia firmy rozpoczyna się w Brodnicy leżącej w dzisiejszym województwie kujawsko-pomorskim.

To tutaj urodził się 4 października 1925 roku Henryk Strzelecki i tutaj nad rzeką Drwęcą, pośród jezior i lasów spędził swoje dzieciństwo. Woda zawsze przyciągała małego Henryka jak magnes i ciężko go było zastać przy ulicy Paderewskiego 5, gdzie mieszkał z rodzicami i sześciorgiem rodzeństwa. Tutaj także w 1938 roku na jeziorze Niskie Brodno zdobywał pierwsze żeglarskie doświadczenie.

Później przyszła niemiecka okupacja, która przerwała beztroskie dzieciństwo i sprawiła, że trzeba było szybko dorosnąć i podejmować trudne decyzje. Od razu zapragnął wstąpić w szeregi polskiej armii i walczyć o wolność kraju, jednak ze względu na wiek nie było to jeszcze możliwe.

Pierwszą część wojny spędził w Gdyni, skąd następnie przez Niemcy i Szwajcarię z wieloma perypetiami przedostał się do Włoch, gdzie w 1944 ukończył szkołę podoficerską i został żołnierzem armii generała Andersa walczącej razem z Brytyjczykami przeciwko zaciekle broniącym się Niemcom. Szybko odkryto jego zdolności przywódcze i powierzono mu kierowanie 12 osobowego oddziałem.

Brał udział w ciężkich walkach o wyzwolenie Bolonii, a za dokonania na froncie otrzymał siedem odznaczeń. Trudny czas go zahartował. Do dziś pamięta wiele sytuacji w których nie raz otarł się o śmiertelne niebezpieczeństwo. Ci, którzy go znają mówią, że nigdy nie brakowało umiejętności podejmowania odważnych decyzji. Ta cecha przydał mu się później w biznesie.

Po zakończeniu wojny sytuacja w Polsce znajdującej się pod sowiecką dominacją nie zachęcała do powrotu. W 1946 roku Henryk Strzelecki mając 21 lat wylądował w północnej Anglii w obozie przejściowym dla byłych żołnierzy. Życie w Wielkiej Brytanii nikogo nie rozpieszczało. Wraz z ustaniem działań zbrojnych szybko wygasła też sympatia do kombatantów, którzy musieli zmierzyć się z powojenną rzeczywistością i brakiem pracy. Najczęściej oferowano im jedynie kiepskie zatrudnienie w kamieniołomach i kopalniach. Kiedy tylko nadarzyła się okazja rozpoczął poszukiwania na własną rękę. Trafił do fabryki drutu w Wakefield i zaczął pracować jako zwykły robotnik, często wykonując najcięższe prace. Dzięki swojej pracowitości szybko zyskał uznanie przełożonych. Ciągle starał się uczyć czegoś nowego. Od zawsze marzył też o handlu międzynarodowym. W Polsce zdał nawet do gimnazjum handlowego, ale wybuch wojny uniemożliwił mu kontynuowanie nauki.

Kiedy w Wielkiej Brytanii udał się na rozmowę do jednego z collegów, rektor szkoły nie wróżył mu większego sukcesu, ze względu na brak dobrego angielskiego wykształcenia. To był zimny prysznic, który nie ostudził jednak jego chęci do działania. W tym czasie został już magazynierem w fabryce koszul i myślał o dalszej karierze w przemyśle odzieżowym. Dzięki pomocy polskiego rządu w Londynie otrzymał niewielkie stypendium, skończył szkołę średnią, a następnie rozpoczął studia na kierunku handel, technika i moda na Uniwersytecie w Leeds. Na wszelki wypadek uczył się także w kolegium nauczycielskim i brał udział w kursach z psychologii biznesu. Ożenił się z poznaną Angielką i założył rodzinę. Już wkrótce  okazało się, że jako zwykły robotnik jest lepiej wykształcony od wielu swoich współpracowników i kierowników.

Po studiach zdobywa kolejne doświadczenie w wielu zakładach tekstylnych na terenie Anglii i systematycznie awansuje. Praktykuje przy szyciu odzieży damskiej i przy produkcji ubrań przeciwdeszczowych. Zostaje kierownikiem zmiany, a następnie szefem całego zakładu zatrudniającego 260 osób. Od początku lat sześćdziesiątych śledzi nowinki branży tekstylnej i interesuje się pojawiającymi się na rynku materiałami. Obserwował żeglarzy, którym brakowało nowoczesnych ubrań do uprawiana ulubionego sportu. Na rynku dostępne były tylko staromodne płaszcze i sztywne impregnowane kurtki. W tym czasie poznaje też Angusa Lloyda właściciela jednej z fabryk tkanin w okolicach Manchesteru. Widzi jak bardzo zmienia się brytyjskie społeczeństwo, które powoli zapomina o wojennym koszmarze, coraz bardziej się bogaci i ma coraz więcej wolnego czasu, także na uprawianie żeglarstwa, które na wyspach jest jednym ze sportów narodowych.

Wpada na pomysł, aby zastosować rewolucyjny na tamte czasy Bri-Nylon do produkcji nowoczesnych ubrań dla żeglarzy. Chodzi od drzwi do drzwi i stara się zainteresować swoim pomysłem przełożonych. Bezskutecznie. Wszędzie podcinano mu skrzydła. Z pomocą przychodzi Angus Lloyd. Panowie łączą nie tylko wiedzę i doświadczenie, ale także imię i nazwisko. Tak 1 lipca 1963 roku powstaje firma Henriego i Lloyda. Henri Lloyd. Mają jasny cel: chcą tworzyć najlepsze na świecie ubrania dla żeglarzy. Aspiracje podkreśla logo zawierające inicjały firmy zwieńczone koroną, nawiązującą kształtem do tradycji pierwszych polskich królów z dynastii Piastów. Całość uzupełnia wieniec laurowy, symbol zwycięstwa czyli nagroda za pracę oraz wytrwałość.

Wraz z powstaniem firmy kończy się era tradycyjnych gumowych ubrań - ciężkich, grubych, ograniczających ruchy i przypominających focze skóry, które nie przystawały do potrzeb nowoczesnego jachtingu. To była prawdziwa rynkowa rewolucja. Henryk Strzelecki rozpoczął epokę praktycznych, lekkich kurtek i kombinezonów, nieprzemakalnych, ciepłych, oddychających i nie krępujących ruchów. Jako pierwszy zastosował w żeglarstwie syntetyczny Bri-Nylon, zaczął mocować wewnętrzne nieprzemakalne taśmy w miejscach łączenia materiału, zatrzaski, praktyczne rzepy Velcro i szybkie nie rdzewiejące suwaki. Innowacja i poszukiwanie nowych rozwiązań do dzisiaj są znakami rozpoznawczymi firmy.

Początki nie były jednak łatwe. Biuro handlowe i zakład produkcyjny zlokalizowano w ciasnym pomieszczeniu na przedmieściach Manchesteru. Nikt nie słyszał o nowej firmie, a produkowane przez nią produkty musiały dopiero znaleźć sobie miejsce na rynku. Strzeleckiemu pomagała wiara we własne pomysły i entuzjazm jaki towarzyszy okrywaniu nowych lądów. Wspólnicy wraz z grupą zaufanych pracowników sami wykonywali większość prac i sami rozwozili samochodami towar. Szybko okazało się, że popyt w samej Wielkiej Brytanii jest tak mały, że nie ma mowy o uruchomieniu dużej produkcji, a taki obrót spraw wróżył szybki koniec raczkującego biznesu. Sklepy z rezerwą pochodziły do niekonwencjonalnych jak na tamte czasy strojów, a firmie potrzebne były większe zamówienia. Kierując się swoim marketingowym instynktem, Henryk Strzelecki wsiadł do samolotu i w ciągu 10 dni przemierzył pół Europy w poszukiwaniu kontaktów handlowych. Najlepiej wypaliła Skandynawia. Pierwsze zamówienia przyszły z Danii, potem Szwecji. Niedługo później z Włoch. Znający się na modzie Włosi nie mogli uwierzyć, że Polak wymyślił tak wspaniałe i praktyczne ubrania. Dzięki temu na początku 1964 roku produkcja ruszyła pełną parą.

Firma została gorąco przyjęta na wielkich targach żeglarskich w Londynie, dzięki odważnemu sposobowi prezentacji produktów. Ubrania były moczone oraz poddawane testom na wytrzymałość. Każdy na żywo mógł się przekonać o ich zaletach. Wraz z zadowolonymi użytkownikami szybko rosło zaufanie i reputacja firmy, a to pozwoliło na dalszy rozwój przedsiębiorstwa, wynajęcie nowych pomieszczeń produkcyjnych i wzrost zatrudnienia. Nowe ubrania przyciągały zainteresowanie oceanicznych żeglarzy.

W 1966 roku Henri Lloyd przygotował dla Francisa Chichestera ubranie przeciwdeszczowe, w którym jako pierwszy człowiek na świecie samotnie opłynął kulę ziemską na trasie Plymouth - Sydney - Plymouth. Dwa lata później także Robin Knox-Johnston skorzystał z ubrań Strzeleckiego w swoim rejsie dookoła świata z Falmouth bez zawijania do portów. Ubrania Henri Lloyda jeszcze wielokrotnie okrążały świat w regatach Whitbread, Volvo Ocean Race, Race2000 czy Velux5Oceans. Także Krystyna Chojnowska-Liskiewicz oraz Krzysztof Baranowski korzystali z ubrań ze znakiem HL. W 1987 roku Dennis Conner na jachcie Stars & Stripes odzyskał dla USA America’s Cup w ubraniu dostarczonym z Manchesteru. W barwach Heni Lloyda pływali także medaliści olimpijscy Ben Ainslie, Shirley Robertson i Mateusz Kusznierewicz.

Ta lista robi wrażenie. Jednak to nie tylko sukces marketingowy, ale przede wszystkim prawdziwy poligon doświadczalny dla ubrań, którego nie zastąpią nawet najlepsze warunki laboratoryjne. Ciężka praca na pokładzie, wiatr, deszcz, słona woda, tropikalne słońce i minusowe temperatury na oceanie południowy.  Żeglarze na własnej skórze testują ubrania i dzielą się później swoimi doświadczeniami. Wszystkie uwagi są zbierane i analizowane, a następnie wykorzystywane przy tworzeniu kolejnych rozwiązań. Dzięki temu stroje są dopracowane w każdym szczególe. W ten sposób przez lata powstawała i umacniała się legenda marki, która już dawno temu wyszła poza świat żeglarstwa.

Rok 1984 zapisał się w historii firmy jako jeden z najbardziej niezwykłych i zaskakujących nawet dla samego Henryka Strzeleckiego. Wszystko za sprawą mody, która narodziła się w Mediolanie. Włoska młodzież, którą potocznie nazywano „paninari” oszalała nie tylko na punkcie skuterów, muzyki elektronicznej, eleganckiego wyglądu i amerykańskiej kultury, spodni Levi’s 501, ale także… kurtki Henri Lloyd Consort. Zaprojektowana na początku dla Sir Francisa Chichestera i produkowana z niewielkimi zmianami przez kolejne dekady, stała się nagle fenomenem ulicy i niezbędnym atrybutem modnego wyglądu. Firma nie nadążała z produkcją. W krótkim czasie sprzedaż wzrosła z 1000 do 50 000 sztuk. Dzięki pokoleniu paninari ubrania z Manchesteru szybko trafiły do świata mody. Idąc za rynkowym trendem nawiązano współpracę z włoskimi projektantami, którzy opracowali całą kolekcję wprowadzając firmę na salony. Od tamtej pory obok zaawansowanych technicznie ubrań dla żeglarzy w oferta Henri Lloyda została uzupełniona o elegancką odzież mającą wyraźne żeglarskie inspiracje i przeznaczona do noszenia na co dzień lub na bardziej wyszukane okazje. Do dzisiaj jest też produkowany Consort i nadal jest jednym ze sztandarowych produktów firmy.

W 1988 roku z przyczyn osobistych spółkę opuszcza Angus Lloyd, pozostawiając jednak w firmie swoje nazwisko. Przez dwadzieścia pięć lat istnienia firma osiągnęła na tyle dużą wartość, że odkupienie udziałów przez Henryka Strzeleckiego od swojego wspólnika nie jest wcale taką prostą sprawą. Przez chwilę do spółki trafia nawet inwestor zastępczy. Ostatecznie jednak firma pozostaje przedsiębiorstwem rodzinnym i szuka kolejnych możliwości rozwoju.

W 1989 roku Henryk Strzelecki robi kolejny odważny krok. Na rynku pojawiają się ubrania żeglarskie przygotowane specjalnie dla kobiet. Na taki ruch nie zdecydowała się wcześniej żadna firma szyjąca dla żeglarzy. W tym samym roku w nowych strojach na jachcie Maiden startuje pierwsza i jak na razie jedyna w historii wokółziemskich regat Whitbread całkowicie kobieca załoga pod wodzą Tracy Edwards. Kolekcja dla pań okazała się sporym sukcesem i na stałe zagościła na sklepowych półkach.

Upadek muru berlińskiego dzielącego Europę na dwie części i rozwój w Polsce gospodarki rynkowej otwiera nowe możliwości także dla biznesu. Na początku lat dziewięćdziesiątych Henryk Strzelecki powraca w rodzinne strony i uruchamia w Brodnicy produkcję swoich ubrań. Pomimo, że od lat mieszka w Anglii biegle włada językiem ojczystym i zawsze podkreśla swoje związki z Polską. Zakład systematycznie rozbudowywany już w 1997 roku staje się, po zamknięciu fabryki w Manchesterze najważniejszym miejscem w którym szyje się się najbardziej zaawansowane technologicznie stroje żeglarskie Heni Lloyda. Obecnie pracuje tu 150 osób, a produkcja trafia do sklepów na całym świecie. W Brodnicy przechowywany jest też do dzisiaj kombinezon Krystyny Chojnowskiej-Liskiewicz w którym opłynęła świat i czasami jest on pokazywany w firmowych sklepach Henri Lloyd.

Jak na pioniera, który zrewolucjonizował współczesne ubrania dla żeglarzy przystało, Henryk Strzelecki w połowie lat dziewięćdziesiątych jako pierwszy zaczął wykorzystywać w produkcji strojów żeglarskich oddychającą tkaninę Gore-Tex. Była to nowość na miarę Bri-Nylonu z 1963 roku i kolejny milowy krok w historii firmy. Nie ostatni. W 2010 roku na rynek trafiła nowatorska kolekcja Blue Eco wykonana z ekologicznych włókien poliestrowych przyjaznych dla środowiska. W tej dziedzinie Henryk Strzelecki też wytycza nowe szlaki. Każdy kto zdecyduje się kupić takie ubrania, po okresie używania, może odesłać je do producenta i zostaną one ponownie w całości wykorzystane przy produkcji kolejnych strojów. I na tych pomysłach zapewne się nie skończy, ponieważ samo żeglarstwo jest sportem, który co chwila stawia nowe wyzwania i przesuwa granice tego co możliwe.

Przez kilka dziesięcioleci firma Henri Lloyd wypracowała sobie pozycję lidera na bardzo wymagającym i konkurencyjnym rynku. Sprzedaje swoje produkty w 50 krajach na całym świecie. Ma sieć markowych sklepów, które można znaleźć nie tylko w największych centrach żeglarskich, do których należą Cowes na wyspie Wight oraz Walencja, gdzie rozgrywano ostatnie dwie edycje regat o Pucharu Ameryki, ale także w Londynie, Paryżu, Kopenhadze, Sankt Petersburgu, Sydney czy Tokyo. W Polsce takich sklepów jest siedem. Henri Lloyd to prawdziwa arystokracja w świecie ubrań, symbol jakości i prawdziwego rzemiosła. Potwierdzeniem tej pozycji jest współpraca z elitarnymi zespołami startującymi w wyścigach Formuły 1: GP Brown w poprzednim sezonie i Mercedes Petronas w tym roku, dla których zostały opracowane specjalne linie ubrań.

Henryk Strzelecki stworzył fascynującą, niepowtarzalną firmę, której roczny obrót w 2009 roku wyniósł prawie 30 milionów funtów. Jego osoba jest najlepszym przykładem na to, że można stworzyć coś z niczego. Tajemnica sukcesu tkwi chyba w nim samym, jego pogodnym usposobieniu, wytrwałości, pracowitości oraz inspiracji odnajdywanej w żeglarstwie.

Od ponad 25 lat w bieżącym zarządzaniu firmą pomagali mu synowie Paweł i Marcin. Sam pełnił funkcję honorowego prezesa. Często podróżował po świecie. Wszędzie jest witany z szacunkiem i uznaniem. Angażuje się w przedsięwzięcia charytatywne, działa na rzecz emigracji, stowarzyszenia kombatantów walczących w czasie wojny we Włoszech, wspiera młodych żeglarzy, odwiedza regaty, doradza początkującym w stawianiu pierwszych kroków w biznesie i dzieli się swoim doświadczeniem na temat handlu międzynarodowego. Zdobył niezliczoną ilość nagród i wyróżnień, pośród których najcenniejsze bez wątpienia są prestiżowe odznaczenie przyznane przez Prezydenta RP oraz zaszczytny order Member of British Empire nadany przez brytyjską królową.